Muzyka z duszą, grana z pasją oraz z ogromną radością

utworzone przez | 15.05.2018 | Wywiad | 0 komentarzy

Inspirują się takimi twórcami jak Eivør, Faun czy Omnia. Na swoim koncie mają zaledwie kilka utworów, ale za to jakich! Młodzi, utalentowani i z pasją. To właśnie muzycy z Lublina, którzy wkrótce podbiją zapewne serca wielu miłośników dobrego brzmienia. Oczywiście, jeśli tylko starczy im wytrwałości i zapału do tworzenia, czego im serdecznie życzę.

Przedstawiam siedmioosobowy zespół Ursa, z którym miałem przyjemność przeprowadzić krótki i zapewne nie ostatni wywiad.

inS(Namir): Jesteście młodym i co najważniejsze utalentowanym zespołem folkowym, chociaż słyszałem również wasze wykonania w klimatach szantowych. Utwór “Tam, za borami” kompletnie mnie oczarował. Jak zaczęła się wasza przygoda z zespołem Ursa? Czy moglibyście w kilku słowach napisać coś o sobie?

Beata: Ursa zaczęła się jako projekt jednoosobowy. Wśród plików na komputerze miałam parę kompozycji, które zaczęłam powoli nagrywać, używając syntezatorów. Po pewnym czasie poczułam, że może warto poszukać osób, które zechciałyby tę muzykę razem ze mną tworzyć, by osiągnąć lepsze brzmienie, lepsze kompozycje i muzykę, która nie wypływałaby już od jednej osoby, ale od grupy ludzi, których łączą podobne zainteresowania. W ten sposób muzyka Ursy nie była już komputerowym brzmieniem, a muzyką z duszą, graną z pasją oraz z ogromną radością.

Nasz pierwszy nagrany utwór „Tam, za borami” był rzeczywiście inspirowany głównie kulturą słowiańską, co z resztą słychać, ale nasze utwory łączą w sobie różne nurty. Ja osobiście fascynuję się muzyką i kulturą skandynawską i angielską, sięgam też po inspiracje do muzyki średniowiecznej, tak jak Kuba, który gra na dudach, fletach i lirze korbowej. Bartek, który gra na djura gajda i fletach, mocno inspiruje się muzyką wschodniej Europy, Michał gra na djembe, co dodaje nam nieco etnicznego brzmienia, Monika i jej skrzypce dodają nieco melancholii, Mikołaj z kolei dodaje dźwięki gitary akustycznej, Julka, która była naszą pierwszą gitarzystką, gra na gitarze klasycznej, Agnieszka gra na bębnie szamańskim, który dodaje brzmienia mistycznego, rytualnego – w ten sposób powstaje mieszanka inspiracji, co pewnie będzie słychać w naszych kolejnych utworach.

Kuba: Co ciekawe, pomimo sporego rozstrzelenia naszych osobistych inspiracji, materiał wychodzi nam bardzo spójny muzycznie. Konsekwentnie trzymamy się wypracowanego nieco melancholijnego klimatu i, co może dziwić w przypadku siedmioosobowego zespołu, oszczędności w środkach wyrazu. Słowem: tęskno, melodyjnie, w sam raz do słuchania letnim wieczorem, przy dogasającym ognisku.

Autor zdjęcia: Mikołaj Kołodziejczyk

inS: Skąd pomysł na nazwę zespołu? Przyznam szczerze, że kompletnie nie kojarzę tego słowa. Tłumacz google mówi mi, że to z portugalskiego Niedźwiedź.

Beata: Owszem, ma to związek z niedźwiedziem. Ursa to również po łacinie Niedźwiedzica. Otóż, gdy zaczynałam swoją przygodę z muzyką, byłam niedoświadczona, może nawet trochę przestraszona – potrzebowałam więc pseudonimu, który dałby mi siłę, bym mogła wyjść z muzyką do ludzi. Wyobraziłam sobie siebie jako niedźwiedzicę, silną, potężną, pewną siebie, i tak zostało. Ponadto, Ursa to część nazw dwóch gwiazdozbiorów, Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy – Ursa Major i Ursa Minor – które są widoczne na niebie w całej Europie, czyli tam, skąd czerpiemy muzyczne inspiracje. Nasze logo również nawiązuje do tego gwiazdozbioru.

Kuba: Nie zapominajmy o pewnym producencie wełny mineralnej. Jestem wielkim fanem ocieplania poddaszy.

inS: Jak na folkowy zespół przystało, występujecie w strojach, które nawiązują do tego, co nosili nasi przodkowie, ale skąd inspiracja na malowanie twarzy? Jest to bez wątpienia bardzo ciekawy element waszego wizerunku.

Beata: Szczerze mówiąc, wyszło to trochę przypadkiem. Nasi członkowie interesują się rekonstrukcją, stąd elementy nawiązujące do historii, ale stwierdziliśmy, że nie gramy muzyki rekonstrukcyjnej, więc również nasze stroje nie powinny takie być. Dlatego lubimy łączyć różne stroje, dodatki; tak naprawdę wciąż eksperymentujemy z naszym wyglądem na scenie.
Jeśli chodzi o malowanie twarzy, cóż… Przed pierwszym koncertem Michał, nasz bębniarz, przyniósł farby i zaczął malować sobie twarz – wszyscy krzyknęliśmy „Ja też chcę!” i tak już zostało. 🙂

Kuba: Tak jak wspomniała Beata, wciąż jeszcze bawimy się naszym wizerunkiem. Nie było chyba dwóch koncertów, na których wyglądalibyśmy tak samo. Podobnie jest z malowaniem twarzy: są występy, na których dajemy upust naszej inwencji, nie oszczędzając farb, a są i takie, na których całkowicie rezygnujemy z tego elementu.

Autor zdjęcia: Tomasz Gawdzik
Autor zdjęcia: Tomasz Gawdzik

inS: Nagraliście do tej pory kilka bardzo dobrych utworów jak na przykład Raija czy wspomniane wcześniej Tam, za borami. Wasze wykonania brzmią świetnie i są bardzo dobrze przygotowane od strony technicznej. Nasuwa się więc pytanie o wasze plany na przyszłość związaną z zespołem. Myśleliście już o swoim pierwszym albumie?

Beata: Bardzo miło nam to słyszeć, tym bardziej że Raiję robiłam sama, na laptopie, bez właściwej wiedzy i sprzętu, ale Tam, za borami już nagraliśmy w profesjonalnym studiu z pomocą doświadczonego muzyka. Mogę zdradzić, że w tym momencie przygotowujemy się do nagrania naszej pierwszej EP-ki. Mamy kilka utworów, które już wkrótce ukażą się w formie elektronicznej, a może później również na płycie.

Kuba: Dzięki za miłe słowa. Jeśli chodzi o nasz pierwszy pełnoprawny (tj. nagrany już jako zespół, niejednoosobowy projekt) singiel, Tam, za borami, to mieliśmy na tyle szczęścia, że od razu trafiliśmy na dobre studio i realizatora, który od razu „poczuł” naszą wizję. Mam wrażenie, że właśnie to w dużej mierze zadecydowało o jakości nagrania. A że nie zmienia się zwycięskiej drużyny, nad produkcją naszego minialbumu będzie czuwał ten sam człowiek. Jeśli więc „Tam, za borami” przypadło Ci do gustu, to na pewno się nie zawiedziesz.

inS: Gdzie można was najczęściej spotkać. Występujecie regularnie w konkretnych miejscach?

Beata: Do tej pory najczęściej występowaliśmy w Lublinie, skąd pochodzimy. Były to raczej małe koncerty, na przykład na imprezach LARP. Czasem wychodzimy też na ulicę i gramy spontanicznie dla przechodniów.

Kuba: Tak jak wspomniała Beata, póki co grywamy głównie lokalnie, najczęściej na wydarzeniach organizowanych przez naszych dobrych znajomych. Przez długi czas graliśmy próby w budynku klubu fantastyki, przez co siłą rzeczy wtopiliśmy się nieco w tamto środowisko. Stąd właśnie nasz występ na ubiegłorocznym konwencie fantastyki Polcon oraz na kilku mniejszych imprezach okołofantastycznych.

Autor zdjęcia: Tomasz Gawdzik / Polcon 2017

inS: Dziękuję za udzielony wywiad i życzę wielu sukcesów. inSlovanie na pewno będzie Was wspierać!

BeataKuba: Dziękujemy!

BIO
Zespół folkowy z Lublina powstały na początku 2017 roku z inicjatywy Beaty Baran.
SKłAD

Beata Baran – wokal prowadzący, flet.
Bartłomiej Czyż – wokal wspomagający, djura gaida, flet.
Mikołaj Kołodziejczyk – gitara.
Julia Mirecka – gitara.
Michał Wójcik – instrumenty perkusyjne.
Monika Kukiela – skrzypce.
Kuba Pięciński – dudy, dwojnica, lira korbowa.